Za każdą jazdę po pijanemu co najmniej rok bezwzględnego więzienia i konfiskata samochodu – wtedy się przestraszą....- napisał w nagłówku swojego wczorajszego felietonu blogowego Pan Sędzia Janusz Wojciechowski. Rozumiem, że chodzi o samochód zarejestrowany na pijaczynę za kółkiem a nie ten, którym akurat jedzie? Bo w przypadku naprutego kierowcy miejskiego atobusu to mógłby być problem, a i radiowóz policyjny zdarza się czasem prowadzić gliniarzowi na bani...

Dobra, dość kpin, będzie konkret. Panie Sędzio, jak Pan sobie wyobraża w polskich warunkach konfiskowanie pijanym kierowcom samochodów? To nie Ameryka, gdzie żona ma swoje auto, mąż swoje a często i każde z dzieci po jednym. U nas samochód jest własnością całej rodziny, niejednokrotnie dorobkiem życia obojga małżonków i to w kredycie. Czy naprawdę odpowiedzialność zbiorowa to jest jedynym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa na drogach? Być może będzie to sposób skuteczny, ale na moje oko nie mający niczego wspólnego tak z prawem, jak i sprawiedliwością.

Z propozycją zaostrzenia kar za jazdę na podwójnym gazie polemizował nie będę, uczucia mam mieszane. Z jednej strony za głupotę płacić trzeba, a za głupotę zagrażającą ludzkiemu życiu tym bardziej. Jednak z drugiej... Panie Sędzio, człowiek pijany charakteryzuje się tym, że albo nie myśli, albo kieruje się logiką całkowicie niezrozumiałą dla ludzi trzeźwych. Nawet, gdyby groziła mu kara śmierci to on i tak wlezie za kółko bo przecie go nie złapią, przecie nic się nie stanie, on jest doskonałym kierowcą a gorzała mu nie szkodzi. Znacznie ważniejsze dla bezpieczeństwa na polskich drogach jest zwiększenie ilości patroli policyjnych, które pijaków będą wyłapywać i eliminować z ruchu. Nie fotoradary ale żywi gliniarze powinni strzec tegoż bezpieczeństwa. Może dla budżet państwa to rozwiązanie niedobre, fotoradar więcej szmalu wydoi i pensji nie bierze, ale chyba nie o to chodzi, żeby łupić, prawda?

Napisał Pan: „Otóż on musi być pewien – jak mnie złapią, to zabierają mi samochód i w dodatku idę siedzieć”. Nie, nie tak, absolutnie nie tak! To zdanie zakłada, że kierowca może kalkulować opłacalność ruszenia w pijacki rajd, może kalkulować szanse na uniknięcie złapania. Zupełnie nie o to chodzi bo kierowca powinien być pewien jednego: jeżeli wsiądę po pijaku za kierownicę, to złapią mnie na pewno. W tym kierunku, Panie Sędzio, powinny iść projekty ustaw i zmian w prawie, a nie w kierunku odpowiedzialności zbiorowej, konfiskat mienia czy drakońskich kar dla... pijanych rowerzystów, bo tych najłatwiej złapać.